Czy przedmioty mają magiczną moc?

Wielu ludzi uważa, że niektóre przedmioty mają magiczną moc. Jak to jest naprawdę? Czy faktycznie ją mają, czy to tylko bajki, rojenia anomalne psychiki?

creation-001

Załóżmy, że jakaś osoba posiada obraz matki Jezusa Nazarejczyka zwanej Matką Boską, a sam obrazek uważany jest za święty. Ona w to wierzy, i wierzy, że ma on uzdrawiającą moc, gdy się będzie modlić w jego obecności do Marii matki Jezusa. Bo ktoś tak powiedział, np. ksiądz, i ponieważ ona sama jest już wychowana w wierze religijnej, Chrześcijańskiej, czyli uwarunkowana na ten system przekonań.

Dzieje się coś złego i osoba zaczyna modlić się do Marii matki Jezusa, ale mając w umyśle obraz-odbicie wizerunku na obrazku będącego z kolei wyobrażeniem artysty. Nie to jednak jest w tej sprawie ważne. Modli się mówiąc pozytywne słowa typu „pokój”, „miłość”, „dobroć”, „miłosierdzie”, „wybaczenie”, „umiłowanie”, „święta”, „boska” i tak dalej. Ma dobre myśli i uczucia, i wysyła je z dobrymi intencjami.

Robi dla niego ołtarzyk, urządza go kwiatami, czyści, ustawia na niej święconą wodę, kartki z miłymi słowami, listami do matki Jezusa, z wierszami, modlitwami… to wszystko wywołuje u niej i u innych osób pozytywne myśli i emocje, uczucia, nawet słowa, łagodzi charaktery, przyciąga dobre czyny. Tak oddziałuje na psychikę, że wydaje się, że faktycznie związane są z tym obrazem i ołtarzykiem, z tym przedmiotem i miejscem — jakieś boskie siły, energie.

Zaznaczyć należy, że zawsze przechodzą te myśli, uczucia i słowa przez psychiczny „filtr” wizerunku namalowanego na obrazie. I dlatego częściowo trafiają rzeczywiście do duszy zmarłej matki Jezusa w świecie dusz. Załóżmy, bo jeśli nie, to przynajmniej wiemy, że koncentrują się wokół obrazu i ołtarzyka. A jeśli i to jest nieprawdą, to pozostaje nam pewna koncepcja, o której później.

Wizerunek przedmiotu (obrazu) uciera się w jej pamięci kojarząc się coraz bardziej pozytywnie, i podświadomie z wierszami modlitw, z jej pozytywnymi słowami, jakie wypowiadała oraz uczuciami miłości, jakie żywiła do osoby przedstawionej na obrazie. Odtąd gdziekolwiek będzie, myśl o Marii będzie wywoływać w jej umyśle wizerunek przedstawiony na obrazie. I nie ważne już, czy będzie on obok niej. Połączenie mentalnopsychiczne zostało stworzone. Myśli, uczucia i słowa będą odtąd krążyły częściowo również wokół tego obrazu, a częściowo przedrą się do innych wymiarów, do duszy matki Jezusa. Może.

Właściciel obrazu modli się wielokrotnie i wykonuje religijne, lub inne ezoteryczne, czy okultystyczne rytuały dla wzmocnienia efektu. Siła myśli, uczuć, słów i czynów potęguje się. Co dalej?

Obraz po jakimś czasie zostaje przekazany innej osobie. Ten nowy posiadacz obrazu usłyszał od poprzedniego, że miał dla niej pozytywny, leczniczy wpływ i uwierzył w to. Odtąd jego myśli, gdy wchodzą w świadomy, częściowo świadomy kontakt z obrazem, czy nawet krążą wokół całej sprawy, niejako podświadomie myśli o nim przywołując, zaczyna działać to na zasadzie rezonansu — harmonii.

Obrazy mentalne, wizualizacje, czyli wyobrażenia wywołane zapamiętaną obserwacją obrazu powodują połączenie z świadomością osoby, która już takie wyobrażenia generowała, i która obdarzyła je pozytywną energią myśli, uczuć, emocji, słów, czynów, intencji. Dzieje się to na zasadzie prawa rezonansu, czyli współbrzmienia. Wystarczyło, żeby nowy właściciel obrazu uwierzył w informację, w myśl, że obraz może „czynić cuda”, po prostu mieć pozytywny wpływ, i że pomaga w łączności z uzdrawiającą siłą matki Jezusa (w tym przypadku).

Ale! W rzeczywistości nowy właściciel, jego umysł podłączył się do świadomości poprzedniego posiadacza obrazu, który dosłownie wygenerował, czyli zgromadził w swojej duszy, wyższej jaźni energię. Energię myśli i uczuć, które wywoływała ta osoba działaniem w sposób odzwierciedlający jej intencje w stosunku do osoby matki Jezusa, a częściowo skupioną wokół obrazu z jej wizerunkiem.

Podłączanie się do energii wygenerowanej tym wszystkim, co opisałem wcześniej, przez inną osobę jest dzieleniem się nią, a jest to prawdziwie miłosierne, a nawet o całym zjawisku twórcy tej czy innej „dobrej” energii nie zdają sobie sprawy…

Sednem, istotą więc tej całej magiczności przedmiotów, symboli i rytuałów jest nie ich fizyczna struktura, ich właściwości materialne, ani obecność, ale „rejestr”, „nagranie”, zapis w żyłach sieci energetycznej, której połączenia można tworzyć poprzez procesy mntalnopsychiczne.

Moc uzdrawiania nie jest czerpana z przedmiotów, symboli. One tego nie mają. To wzajemne dzielenie się energią wytworzoną poprzez myśli, uczucia, słowa, i czyny i intencje możliwe do zaistnienia dzięki wchodzeniu w pasmo, krąg myśli i uczuć odpowiadającym danej osobie, rzeczy, czy miejscu, jakby były one z nimi czymś związane. Otóż zakładam, że tym czymś jest sieć telepatyczna, o której mówią jasnowidze.

Wszystko połączone jest siecią mentalną tworzącą pole telepatyczne.

Świadomość jest bezczasowa. Jest jakby przestrzenią-matrycą informacyjną zbudowaną z uniwersalnej substancji, której każde zniekształcenie o danej charakterystyce stanowi właśnie informację.

To wszystko sprawia, że przedmioty nie są magiczne, ale nie trzeba się tym martwić i zadręczać tą informacją, bowiem wystarczy się podłączyć, wejść w odpowiednie współbrzmienie, z czym chcemy, by to przyciągnąć do siebie poprzez nasze myśli, uczucia, pragnienia, słowa, działania, intencje. Czy tak nie jest prościej i o wiele potężniej? Ależ owszem!

Robimy to także naszą dietą, odwiedzanymi miejscami i sposobem wykorzystania przedmiotów, i spotykanymi ludźmi, i naszym stosunkiem do nich, rytmem czuwania i snu — pracy i odpoczynku, naszymi fantazjami, oraz dobrowolną, świadomie kierowaną i zarządzaną stymulacją rozwoju i jej stopniem mocy.

Podkreślam, my nie oddajemy tak naprawdę żadnej energii przedmiotom, symbolom, rytuałom, zjawiskom. To wejście w współbrzmienie energetyczne świadomości z istotą (człowiekiem, zwierzęciem, rośliną, duchem, kosmitą, Bogiem itp.) stwarza transfer energetyczno-informacyjny z wyższego wymiaru (nieważne teraz, z jakiego), gdzie zgromadzona jest energia wytworzona przez świadomość grupy istot, lub jednostki, z którą się łączymy myślami, uczuciami. Kanałami sieci telepatycznej przedostaje się do naszego ciała-umysłu-ducha energia, i to wszystko zachodzi za przyczyną procesów mentalnopsychicznych, a nie fizycznych, materialnych.

Być może naprawdę nie potrzebujemy tych wszystkich krzyży, talizmanów, symboli, obrazów, wizerunków, zaklęć, rytuałów magicznych i religijnych, ceremonialnych, tradycyjnych, ani mantr, modlitw i mudr, czy innych jogicznych i medytacyjnych schematów.

Zdaje się, że 90 procent ludzkości kopiuje schematy wszystkiego, a tylko 10 procent tworzy nowe i idzie z nimi — tylko przez siebie stworzonymi.

Zadajmy, więc sobie pytanie: „Czy jestem tu po to by kopiować, i oddawać moc nie wiadomo komu i czemu, czy po to, by znaleźć swoją esencję i drogę życia, i iść nią i BYĆ tą drogą?”

I z tym pytaniem pozostawiam was, abyście odpowiedzieli sobie sami.

 

1 listopada 2012

Adam Preiss

Reklamy

Philip K. Dick – Klany Księżyca Alfy (Recenzja)

Philip K. Dick – Klany Księżyca Alfy
Recenzja

Philip K. Dick - Klany Księżyca Alfy

Oto powieść autora coraz bardziej znanego i popularnego wśród czytelników i miłośników SF. Historię rozpoczyna zgromadzenie przedstawicieli klanów tytułowego Księżyca Alfy, dokładniej Alfy III M2. Klany te to: Mansowie, Depowie, Pare, Hebowie, Poly, Skitzowie i Ob-Com. Jest to społeczeństwo utworzone z potomków pierwszych kolonistów, kolonii niegdyś należącej do Terry, która jest oczywiście inną nazwą Ziemi. Na tym księżycu kolonia funkcjonowała jako szpital psychiatryczny. Tematem zgromadzenia stała się informacja od astronomów klanu Mansów mówiąca o pojawieniu się obcego statku, lecącego na księżyc tego podzielonego społeczeństwa.

Od razu zauważyć można, osoby te swym zachowaniem przejawiają obciążenie zaburzeniami psychicznymi. Gabriel Baines, Pare, tak bardzo obawia się pełnych nienawiści i wrogości Mansów, że czuje potrzebę wysyłania przed sobą programowanego androida by zrobił rozpoznanie sali zgromadzenia, czy to miejsce jest bezpieczne. Pozostali też „nie mają łatwo”: Mansowie pełni nienawiści i pogardy, maniacy pełni wrogości do wszystkich; Pare, do których należy Baines, szukający zawsze i wszędzie zagrożenia; Hebowie, absolutnie porzucili higienę osobistą, porządek wokół siebie i stracili inteligencję na rzecz bezgranicznej głupoty; Skitzowie, psychotyczni święci i mistycy, psionicy; Ob-Com z obsesją kompulsywną; i Poly, dziecinni i czekający na sklasyfikowanie do którejś z pozostałych grup. Świat chorych umysłowo.

Małżeństwo Chucka i Mary Rittersdorfów właśnie się skończyło. Oboje mieli zacząć nowe życie, jednak żona Chucka gnębiła go dalej, jakby się mszcząc. Pan Rittersdorf, Chuck, jest bohaterem tej opowieści. Pogrążający się w nieszczęściach, jakby zapętlony wokół tylko dwóch możliwości pracy. Zemsta mogłaby go uwolnić od czegoś, co byłoby końcem. Pojawia się sympatyczny sąsiad w budynku nowego, podłego mieszkadła, bardzo inteligentny galaretniak. Ten ganimedejski kosmita, Lord Running Clam, przez całą powieść pomaga zrozpaczonemu Chuckowi; galaretniak jest telepatą. Nie będę streszczać, a raczej wychwycę kilka cech książki i odniosę się do nich.

Dick stosował tu opisy bardzo, bardzo oszczędnie. Nie znajdziecie rozwlekłych opisów doznań zmysłowych, ani otoczenia w tej liczącej niespełna 200 stron powieści. Akcja za to pędzi, i oto chodzi. Wszystkie wątki i sytuacje są bardzo przemyślane. Czasami czytamy sytuacje będące przeciwstawnymi do poprzednio ukazanych, i niektóre są dość zaskakujące. Dick buduje złudne interpretacje sytuacji dla bohaterów i czytelnika bardzo dobrze. Nie jest to jedna z jego najlepszych historii, ale taka średnia, bo główny pomysł niezbyt silny, ani nie bardzo oryginalny. Ten autor zasłyną właśnie silnymi i oryginalnymi, zakręconymi pomysłami, ale w przypadku Klanów Księżyca Alfy mamy szansę cieszyć się dynamiką akcji i gmatwającą się sytuacją bohatera, splątaniem wątków, których kombinacje wciągają. Tak, ta książka mnie wciągnęła.

Autor, mający w swoim przedwcześnie zakończonym życiu mnóstwo doświadczeń psychodelicznych, wizji i halucynacyjnych prekognicji oraz innych, i w tej książce zawarł elementy mistyczne i psioniczne. Co prawda, odgrywają one tutaj rolę trzecio- lub czwartorzędną, ale są jak podpis, znak rozpoznawalny twórcy. W pewnym momencie stają się kluczowym narzędziem w wyperswadowaniu Mary Rittersdorf co ma zrobić, by oboje z mężem przeżyli wojnę jaką między sobą rozpętali. A ta wojna wywołała intrygę polityczną, w którą wplątane są służby wywiadowcze CIA i organizacja telewizyjnego komika… Bunny’ego Hentmana w rakiecie z namalowanym królikiem na kadłubie.

I znów mamy tu symulakrony czyli sterowalne, programowane androidy i pistolety laserowe, żółte galaretowate kopczyki, które są kosmitami, alfańczycy bez oczu z czułkami, rakiety, stymulanty heksamfetaminy… Wszystko zgrabnie zebrane, nic z tego w tej powieści nie zajmuje wiele miejsca, prócz tego kosmity. Takie mamy gadżety i trochę się zebrało neologizmów, jak np. neomagia, i one nie przeszkadzają, stanowią urozmaicający język element budowania klimatu.

Mamy tu trzy kobiety kręcące się wokół losów Chucka Rittersdorfa, ale nie znajdziecie scenek, które tak lubicie. Pisałem, oszczędność w tej powieści jest taka, iż można myśleć o Klanach Księżyca Alfy jako napisanych w pośpiechu lub z braku większego zaangażowania (za słaby pomysł?). Występują tu różne ciekawe pomysły, lecz przy, choćby takim Ubiku tego autora, to już nie są wyżyny wyobraźni. Można też pomyśleć, wykonanie jest takie, bo historia nie dawała się bardziej rozciągnąć, taka natura tego rodzaju średnich lub słabszych pomysłów. A i tak jest nieźle.

Jeśli jesteś zatem miłośnikiem SF, który postrzega za ważne wyłącznie najlepsze tytuły, nie musisz tego czytać. Jeśli jesteś miłośnikiem twórczości Philipa K. Dicka, przeczytaj tę powieść, co tam, przeczytaj wszystko. A jeśli czerpiesz przyjemność z eksplorowania wszystkich zakrętów fantazji i struktur logicznych splątanych sytuacji, i tych najlepszych, średnich i słabszych, tutaj też znajdziesz coś przyjemnego. Bo to jest przygoda. A najważniejsze, że zakończenie satysfakcjonuje, choć nie do końca powieść rozwija się i zakończa zgodnie z moimi apetytami, które fabuła wznieciła.
Ocenę daję 3 na 6.

Można przeczytać.

29 listopada 2015
Adam Preiss

Moje wystąpienia wideo na YouTube i moje decyzje, plany

Nie było źle jak na debiut. Fajne doświadczenie. Mógłbym więcej takich wykładów i rozmów poprowadzić na żywo oraz na YouTube poumieszczać. Biorę pod uwagę taką działalność, ale na początek spróbuję nagrywania i montażu własnych filmików, które umieszczać będę na YouTube. To w przyszłości zrobię, nie wiem dokładnie kiedy, jednak wezmę się za to kiedyś. Jak tylko pojawią odpowiednie ku temu warunki, a życie pozwoli na taką działalność – będę robił te filmy, z własnymi klipami wideo, i też profesjonalnymi.

Myślę, że mam „coś” do powiedzenia. Nawet sporo. I to, naprawdę, nie tylko w tematach „Ickowskich”. Pragnę to coś do powiedzenia ubrać w formę opowiadania… I pokazać społeczeństwu.

Nie jestem zbytnio aktywnym blogerem, ale to też chcę zmienić. Wszystko to kwestia konsekwentnego realizowania planu. Co to za plan? Plan uzależniony od środków finansowych, bowiem kosztowny. (ale jest szansa, że je zdobędziemy… Spokojnie, spokojnie! oczywiście, że legalnie. 😉 )

Zmieniłem priorytety, zorganizowałem się i stanowcze podjąłem decyzje. Nie mam nadziei, że będę konsekwentny – nie potrzebuję jej. Jestem o tym przekonany, że dam radę uratować marzenia.

W sumie to zakręciłem się wokół tych planów, aż bzik mnie dopadł. Ale od ponad dwóch miesięcy wygrywam z głupią obawą… Jakiego rodzaju? Takiego. Otóż obawa przed tym, że w ramach moich planów wykorzystania informacji, swoistego „głodu wiedzy”, nie zdążę zdobyć (czytaj: kupić i przeczytać) trudno lub w ogóle nie dostępnych egzemplarzy upragnionych interesujących książek i czasopism niezbędnych w pracy badawczej lub naukowej, zanim staną się już praktycznie całkiem nie do zdobycia… Na allegro czy w antykwariatach, nie mówiąc o księgarniach wysyłkowych.

old-book-library-high-quality-wallpaper-download-old-book-images-free

Research obejmuje tak ogromny zakres publikacji, że zastanawiam się czy nie zrobić z tego badań naukowych w konkretnym celu (których mam już dwoje) i czy by nie postarać się o dofinansowanie do tych badań… To co już mam kosztowało sporo, a to tylko cząstka przyszłej prywatnej biblioteki. 🙂 Te materiały wymagają wielkich, jak dla przeciętnego Polaka, sum pieniędzy, koszta są niebagatelne. Wszystko majątek kosztuje, razem wzięte. Wychodzi na to, że zamierzam zgromadzić chyba podobną ilość książek, jaką pod koniec swojego życia zgromadził Stanisław Lem w swoim domu. Niesamowite… Szalone, ryzykowne, ale pasjonujące dla intelektualisty, którym jestem. Jak to osiągnąć w ciągu 20-30 lat? Trzeba połączyć z działalnością badawczo-naukową i dofinansowaniami. Hę?

Sam nie jestem w stanie nawet w ciągu 10 lat przy normalnych zarobkach wszystko to zgromadzić i przeczytać. To zbieranie materiałów i czytanie ze względów i finansowych i czasowych wymagałoby mnóstwa lat, chyba minimum 20-stu. Oczywiście przy normalnym zdrowiu i zarobkach… oraz normalnym życiu. Inwestowanie w hobbystyczne lektury odłożyłem na bok. Stanowczo. Wrócę do „ryzykownego gromadzenia materiałów”, gdy będzie ku temu możliwość.

Rdzeniem badań naukowych byłaby metaanaliza (i ew. przegląd systemowy i analiza danych). Metaanaliza, to w skrócie i w moim przypadku analiza wyników pracy wielu badaczy z różnych dziedzin. Ale tutaj akurat nie tylko badaczy. Mógłbym kiedyś badać wpływ i zastosowanie wiedzy, nauk i filozofii za zakresu moich zainteresowań na społeczeństwo, jego życie i zachowanie. Drugim celem byłoby badanie wpływów ów dziedzin, obszarów  i ich zastosowanie w przypadku popkultury czy wyobraźni człowieka w ogóle, jakże i konkretnie – w tym artystów, pisarzy, filozofów, naukowców i wynalazców współczesnych i dawnych.

Research (czyli badania te) ma wykształcić i zbudować bazę, podstawę lub fundament, na którym oprę swoją zamierzoną twórczość i kreatywne zamysły, style i konwencje, a w rezultacie fabuły. Fabuły spisane oraz, i spisane i narysowane. I jak marzę – ruchome, dynamiczne. Enigmatycznie brzmi, ale możecie się domyślić, chodzi o literaturę fabularną, komiksy i gry multimedialne (zatem o animację, grafikę 3D – interaktywne „wirtualne rzeczywistości”).

Pomysł, aby firmy, studia produkujące dobre gry komputerowe, a jeszcze lepiej, na światowym poziomie, stworzyły kilka gier komputerowych opartych na moich pomysłach, scenariuszach i mechanice zrodził się niedługo po tym, jak zacząłem grać w gry na pececie. Na moim pierwszym pececie. Zafascynowała mnie taka rozrywka interaktywna, wirtualne światy, wizualnie i słuchowo. I przede wszystkim emocjonalnie. Wspaniałe emocje, przygody niedostępne zwykłemu człowiekowi albo w ogóle nieosiągalne w obecnym świecie i czasach, oraz te zaangażowanie, wpływanie na otoczenie i rozwój zdarzeń, to jest to!

06

I wiecie co? Mam nadzieję, że VR (virtual reality) lub HS (holographic scenario) nie zostaną ukierunkowane do stanu zniewolenia ludzkości, jak to pokazuje film Matrix rodzeństwa Wachowskich. Podobna sytuacja jest możliwa, że zaistnieje; nie wiem na ile prawdopodobna, ale jest prawdopodobna. Może coś jak połączenie wizji świata z Elizjum i Matrixa? Albo jeszcze jakiegoś dzieła filmu lub literatury? Orwellowski świat Wielkiego Brata to faktycznie od dawna jest nasz świat… Ale oby VR i/lub HS nie użyto celem stworzenia sytuacji podobnej do tej w Matrixie, Elizjum czy innych wizjach antyutopijnych, orwellowskich, huxleyowskich czy dickowskich.

Choć jest bardzo „niewesoło”, dobrą intencją – pragnieniem, wiarą i oczekiwaniem – możemy wyłamać pęknięcia w murze wymodelowanych torów nadciągającego pociągu przyszłości, tak by nie zderzyć się czołowo z tym złowieszczym pociągiem, ale przejść na inne, bezpieczniejsze tory i nimi podążać, nimi pokonywać spokojnie drogę.

Rozpisałem się na sto tematów w jednym wpisie, jak zwykle… No, cóż. Zapraszam ponownie i do przeczytania.

Świat Jaskini Platona jak nasz świat

Nasz „świat” to świat idei Jaskini Platona. Spójrzcie na zdjęcia poniżej. Zobaczcie jak zmysły mogą zostać prosto oszukane. Co za iluzja, jaka gra cieni! Tak samo jest z percepcją i manifestacją naszego świata. Przypomina wizję Platona o obserwowanych cieniach na skalnej ścianie jaskini. Jaskinia Platona. Tak działa „projekcja” lub „wyświetlanie” bodźców i wyobrażeń o nich w naszym umyśle, który jest jak wielozmysłowy ekran.

11781767_425982737587831_7018772497137231681_n11217559_516234818542389_2062576682549546820_n

Umysł sam wytwarza zmysłowe doświadczanie w oparciu o totalnie przefiltrowywaną, przetwarzaną nieustanie przez mózg informację i energię. Docierają one nie tylko przez oczy, ale są odbierane naszymi genetycznymi „antenami radiowymi” – DNA. Komórki całego ciała, każda jego cząstka tego rodzaju jest jak urządzenie nadawczo-odbiorcze. Sygnały ze środowiska, i te postrzegane, lecz nie zauważane, i te całkiem poza zmysłowym odbiorem, docierają do naszych komórek, DNA i mózgu, i zapisywane są w podświadomości, ona mieści się w tzw. gadzim móżdżku (Kompleks R).

To istny magazyn nieuświadomionych i nieprzypomnianych bodźców i sygnałów, informacji ze środowiska, z otoczenia. Zwany czasem „śmietniskiem” wypartych wspomnień i przeżyć – tak też jest, między innymi. Wielu naukowców twierdzi, że rzeczywistość jest tak naprawdę płaska, dwuwymiarowa. Ja należę do tych osób, które twierdzą jednak inaczej. To mózg dodaje głębi do „płaskiego obrazu wyświetlanego” w siatkówce oka. Jest to jak „utrójwymiarowianie” samego obrazu na ekranie dwuwymiarowym, jak zamienianie fotografii w obraz 3D.

To cecha budowy samych oczu. Jednak „na zewnątrz” w „świecie” poza odbiorem zmysłowym nie musi być dwuwymiarowo. Jestem zwolennikiem teorii mówiącej, że rzeczywistość, wszechświat to hologram.

11824981_516237031875501_1237381005033434178_n

Hologramy to nie tylko wizualna strona, ale też dźwięk, czyli wibracje, a tu już stąd niedaleko do dotyku i innych form przekazu informacji sensorycznej wibracjami pomiędzy obiektami i substancjami, jak smak i węch. Fizyka kwantowa i inne dziedziny Nowej Nauki z uzupełnieniem nauki parapsychologii potwierdzają, że „świat pozazmysłowy”, rzeczywistość cząstek i pól energetycznych i kwantowych to zupełnie dziewicza kraina, na której temat mamy skąpe wyobrażenia i pojęcie w ogóle.

Swoją drogą ta parapsychologia, notabene, w USA i innych krajach Zachodu „posiadła” niezbite dowody uzyskane wielokrotnie i powtarzalnie w warunkach laboratoryjnych na istnienie zjawiska telepatii i psychokinezy. To są niezbite dowody, to są fakty. Jednak polskim czytelnikom nie zostały wydane żadne aktualne prace akademickich naukowców w tym temacie. Są tylko stare, nieaktualne sprzed wielu lat – 10 książek napisanych przez naukowców akademickich. Po angielsku takich prac są… setki.

Nasz „świat” to świat idei Jaskini Platona. To Holograficzny Wszechświat, to Elektryczny Wszechświat.

5.08.2015

David Icke – Ludzka raso, powstań z kolan część 1 i 2 (Recenzja)

David Icke – Ludzka raso, powstań z kolan część 1 i 2
Recenzja

David Icke - Ludzka raso, powstań z kolan. Część 1. Tropienie lwaSłyszałem jak Davidowi zarzuca się, że wymyślił Reptilian. Ci, którzy tak myślą są w błędzie, i nawet nie wiedzą jak bardzo. W ogóle nie można tutaj mówić o wymyśleniu czegokolwiek, oczywiście z wyjątkiem opinii scalających wchodzące we wzajemne korelacje i konteksty fakty i informacje.

Ale za to można głośno powiedzieć o doprecyzowaniu – wykrzesaniu i wydobyciu z pewnych nieścisłości, zniekształceń i zanieczyszczeń – powszechnych mitycznych i magicznych wyobrażeń i oczekiwań na temat rzekomych, tajemnicznych mechanizmów rządzących naszą rzeczywistością. A i również o bystrym uwypukleniu istniejących wśród nich interdyscyplinarnych i wielopoziomowych korelacji i kontekstów. Motywem głównym tej rozległej sieci są mechanizmy rządzące człowiekiem, społeczeństwem, ludzkością, naszą planetą aż po całą rzeczywistość, Wszechświat. A w bardzo przystępnym dla umysłów obecnych czasów formacie, dostosowanym do możliwości rozumowania współczesnego człowieka.

Ale czy to „dostosowanie” to tylko dostosowanie do wyobrażeń i oczekiwań współczesnych ludzi? Pamiętajmy, że mówimy o rzekomych stworzeniach i bytach, które są międzywymiarowe i ponadwymiarowe. To oznacza, iż to nie badacze, tacy jak Icke, stworzyli w swych umysłach wizje dostosowane do ogółu potencjalnych odbiorców, ale, że sam podmiot czy obiekt rozważań, który wzbudza te wizje, może się dostosowywać, tak i do percepcji, wyobrażeń i oczekiwań samych badaczy, jak i, co najważniejsze, ogółu całego społeczeństwa. A natura tych rzekomych obcych, egzotycznych stworzeń i bytów, a i też związanych z ich aktywnością, działalnością zjawisk i doświadczeń oraz między nimi wzajemnych korelacji, nie wyklucza ich realności, ale (tylko i aż tyle) wskazuje na ich totalnie radykalną odmienność. Podkreślam: odmienność, która wymyka się ludzkiemu pojmowaniu i, przede wszystkim, ta ich niezwykła natura, wskazuje na operowanie na szerszym polu tego, czym jest rzeczywistość.

Poruszane w jego publikacjach i wykładach tematy i zagadnienia mają liczne powiązania, odniesienia do wyników i wniosków pracy innych badaczy i relacji niezwykłych doświadczeń różnych osób ze świata. Spoglądając poza ramy pakietów informacji jakie serwuje Icke, nieograniczając się wyłącznie do rezultatów jego działalności w temacie poszukiwań odpowiedzi na pytanie „Kto kontroluje świat?”, można dostrzec dostatecznie wyraźnie ten powyżej wspomniany szereg współzależności. Te odniesienia, powiązania stanowią o potężnej podbudowie merytorycznej w postaci faktów i informacji z wielu dziedzin wiedzy, w tym najnowszej ścisłej wiedzy naukowej, historii, mitologii i religii, a i szczególnie z obszarów z pogranicza nauki, jak ufologia czy parapsychologia.

Dodam tylko, że te ostatnie zagranicą doczekały się setek prac naukowców akademickich i profesjonalnych badań w warunkach laboratoryjnych, na co niedawno wskazali polskim czytelnikom dr Robert M. Schoch oraz rodaczka dr Danuta Adamska-Rutkowska. Czyli akademiccy uczeni, którzy poświęcili swój cenny czas i energię zbadaniu najnowszej wiedzy naukowej na tematy należące do parapsychologii (tak, tak, dobrze czytacie! – naukowej). Z tą wiedzą i świadomością zagadnienia kiedyś zaliczane wyłącznie do domeny science fiction, ezoteryki i paranauk, zyskały i zyskują na coraz większej ilości potwierdzeń i wiarygodności, dzięki udowodnieniu, w warunkach laboratoryjnych, zjawisk takich jak telepatia i psychokineza. Dlaczego o tym piszę? Żebyście sięgneli sami po te publikacje i przekonali się w czym rzecz. Niestety, są one głównie w języku angielskim (ale za to setki!).

To ważne. Świadczy o tym, że sfera wszelkiej maści dziwności, zjawisk i doświadczeń niezwykłych, słowem – anomalii, jest w świetle takiej wiedzy i dowodów, w tym najnowszej wiedzy naukowej, nie tylko teoretycznie prawdopodobnie możliwa, ale praktycznie funkcjonalna w rzeczywistości. Stąd wniosek, że ta egzotyczna sfera jest tak samo wartościowym obszarem poszukiwań, co czysto naukowe metody dochodzenia prawd. Tak samo wartościowym źródłem informacji, które, nawet szczególnie, należy brać pod uwagę, gdy badamy naturę rzeczywistości i chcemy poznać tajemnice świata czy, jak kto woli, odgadnąć umysł Boga.

W wężową istotę, odpowiadającą archetypowi biblijnego Upadłego Anioła, przeciwnika Boga, Szatana wierzą religijne osoby, zgodnie z przypowieścią o Adamie i Ewie. Szatan, jak można się domyślić, jest wężową istotą, gadem. Istnieje na całym świecie niezliczona symbolika przedstawiająca Szatana i jego sługi, są nimi gadopodobne stworzenia. Chociażby w postaci elementów architektury, jak rzeźby, posągi czy też obrazy religijne. Wszędzie na świecie w dziedzictwach i zwyczajach kultur przewija się motyw węża czy też wężowych, gadzich istot – Upadłych Aniołów. Najbardziej znaną kulturą, w którą na stałe wrósł się kult mistycznych gadzich istot, jest kultura azjatycka Chin i Japonii. Legendarne smoki – wszyscy wiemy, że te kultury są nimi zafascynowane. Ale nie wszyscy wiedzą, że smoki czy też inne wężowe lub po prostu gadzie istoty odcisnęły się w zbiorowej świadomości wielu innych kultur i społeczności etnicznych. A można się doszukać i znaleźć, bezlik śladów efektów rzekomego wpływu tego typu stworzeń, praktycznie wszędzie…

Ludzka-raso-Powstań-z-kolan-front-245x366Wydaje się, że za symbolicznym, archetypowym przedstawieniem czynnika Złego, od którego zależą losy ludzkości, kryje się nie jedna istota, ale cała rasa stworzeń realnych jak krzesło na którym siedzisz. Rasa istot z krwi i kości.
Czciciele węża istnieją do dziś na całym świecie, choć często na pozór tego nie widać, bo bogowie i bóstwa gadzie noszą różne przebrania i osobowości, skrywają się za różnymi naukami. Jednak wszystkie te wytwory czy systemy kulturowe i religijne mają wspólny mianownik, wspólny rdzeń, którym są te międzywymiarowe i ponadwymiarowe istoty i byty. Wpływają i kształtują historię, tożsamość, styl i rytm życia na Ziemi i świadomość ludzkości jako całości. Egzystują między innymi jako wcielone w członków elit rodów linii krwi, które mają ponoć swe boskie pochodzenie w czasach biblijnych, o jakich mówi się w księdze odnośnie żenienia się i rozmnażania Synów Bożych z ludzkimi kobietami.

I ci na szczycie piramidy kontroli silnie wierzą w swoje półobce pochodzenie. Są to elity realnej władzy, liderzy w wszystkich reprezentatywnych dla systemu dziedzin działania.

Icke przedstawia historię wpływu sekretnych organizacji na losy świata. Opisuje zamiary, cele i plany ludzi na szczycie piramidy kontroli oraz ich sług. Opisuje szczególówo masę układów i działań między tymi organizacjami i ich liderami, po prostu rozpościera panoramę tego, co się naprawdę dzieje na świecie. A wtedy, gdy już to wiesz, zupełnie inaczej patrzysz na wszystko, włącznie ze swoim życiem. Jest taka sentencja „Nic nie jest takim, na jakie wygląda”, i to ono idealnie oddaje atmosferę towarzyszącą lekturze książki z pięknym lwem na okładce.

Autor opisuje jak jesteśmy „od środka” sterowani i manipulowani przez i poprzez część mózgu zwaną gadzim móżdżkiem. Jak większość ludzi jest uwięziona w umyśle i lewej półkuli. Stanowczo rozróżnia to, czym jest świadomy umysł a czym innym większa świadomość wykraczająca poza ramy przestrzeni i czasu oraz ograniczenia zaprogramowanego umysłu. Zaprogramowanego przez rodziców, rodzinę, nauczycieli, kapłanów, lekarzy, naukowców, prawników, polityków i tak dalej. Jest to bardzo wyrafinowana i niemal absolutnie skuteczna, najbardziej rozległa i powszechna forma masowej kontroli umysłów i psychologicznej manipulacji. David twierdzi, że to wszystko, cały ten system naszej cywilizacji, nawet z religiami, to wytwory umysłu, a nie większej świadomości. Z tym się zgodzę bez dyskusji.

W pierwszej części, na początku i końcu, Icke opisuje autobiograficzną historię osobistej przemiany, historię podążania własną ścieżką, którą wybrał dekady temu. Bardzo ciekawym, aczkolwiek mało wiarygodnym jest wątek kontaktu mentalnego z inteligencją określaną „Głosem” oraz pozostałych doświadczeń stanów zmienionej świadomości, a było takich sytuacji tylko trochę. Otrzymane informacje cechuje radykalność i ostrość przekazu, zdzieranie zasłony iluzji, kompletnie wywrotowe spojrzenie na to, czym jest… wszystko. Icke znalazł potem i nadal znajduje masę potwierdzeń tych informacji z kontaktu mentalnego. Icke również otrzymywał w przeszłości trochę przekazów poprzez media czanelingowe, które były szczególnie wzmacniające wiarę w siebie i pewność słuszności jego poglądów i działalności.

Okazało się więc, że David był i jest prowadzony przez jakieś pozaświatowe siły, że profil jego działalności, zadania został już dawno wyznaczony, może już przed jego narodzinami. Można to łączyć z faktem, iż na Icke, w przeciwieństwie do wielu innych badaczy i informatorów dzielącymi się z wieloma ludźmi niewygodnymi dla rządów i tajnych organizacji informacjami, wciąż żyje, to znaczy, iż coś czy ktoś nad nim czuwa i chroni go. Nie wykluczam takiej możliwości, bo ci wspomniani skończyli swój żywot w, delikatnie mówiąc, bardzo podejrzanych okolicznościach, zawsze wg tego samu schematu (śmiertelna choroba lub samobójstwo). Dlatego czynnik chroniących sił duchowych może mieć jakiś sens, ale kto to wie na pewno?

Icke demaskuje Wielką Farmację i Biotechnologię, medycynę, bankowość i finanse, religie, świat polityki i, po trochu, prawo, nawet siły porządkowe… chyba cały system, cały współczesny porządek światowy.

Mówiłem już, ale powtórzę. David Icke w swych książkach i wykładach podaje 90-95 procent faktów i informacji, pozostałe 5-10 procent to domysły, teorie. Robi wrażenie? Robi wrażenie jego ogromna wiedza historyczna, znajomość nieznanych, przemilczanych, ignorowanych, ukrywanych a nawet tuszowanych faktów. Autor jest jednak lepszym mówcą, niż pisarzem, bowiem posiada bardzo ciężkie pióro, jego styl jest bardzo niedoskonały, toporny. Ale wytrwałemu poszukiwaczowi prawdy i wiedzy o tym, co się naprawdę na świecie dzieje, ten mankament nie powinien przeszkodzić w lekturze do ostatniej linijki.

Jest to rewelacyjna książka w dwóch częściach, jedna z najlepszych tego autora. Niezmierzenie bogata merytorycznie i nieustannie dająca do myślenia. Odsłania świat z iluzji, w których żyjemy wszyscy, każdy z nas w pewnym stopniu. Przesłanie jest potężne i niezwykłe. Zaprezentowaną wiedzę powinien w zasadzie znać… każdy.

Tak, wszyscy powinniśmy znać tę wiedzę! Globalne społeczeństwo byłoby wówczas zupełnie inne, lepsze, wspanialsze. Ta wiedza jest niezbędnym fundamentem do budowania prawdziwie wolnego społeczeństwa, w którym każdy jest niezależny, samowystarczalny, suwerenny i wspaniałomyślny, odpowiedzialny. Weźmy sobie to do serca… i działajmy!

Ludzka raso, powstań z kolan – część 1 i 2  to lektura obowiązkowa dla poszukiwaczy prawdy o naturze rzeczywistości.

29 maja 2015
Adam Preiss

10953926_10202950020191487_7607297587043546632_n

MOJA TEORIA WYJAŚNIAJĄCA REALNOŚĆ ZJAWISK PARANORMALNYCH I UFO

  attention eye tech

Zjawiska paranormalne takie jak manifestacje UFO najpierw są wirtualną projekcją, jednak gdy pochłoną uwagę obserwatorów „stają się” realne, też obecne fizycznie i namacalne. W jaki sposób to się dzieje?

Dosłownie porywają uwagę, która robi przeskok w równoległy wymiar – duplikat naszego świata – wariant rzeczywistości, w którym UFO (lub inne zjawisko paranormalne) jest realne: fizyczne, namacalne, solidne.

concentrationNagłe znikanie UFO to efekt przeskoku uwagi z powrotem do naszego wymiaru. Jest to zupełnie inna fizyka i technika, umożliwia przeskakiwanie i oscylację pomiędzy wieloma wariantami – wymiarami – rzeczywistości, gdzie to samo UFO, które wykonuje ten manewr międzywymiarowy, jest zlokalizowane w różnych miejscach. UFO przeskakuje pomiędzy nimi, tymi różnymi lokalizacjami w przestrzeni – jako potencjałami (wielu innych wymiarów) (oscylacja międzywymiarowa potencjałów lokalizacji), co sprawia złudzenie płynnego przemieszczania się. Takiego przemieszczania jakie łamie prawa znanej fizyki i techniki.

UFO jest najpierw widziane, ale fizycznie nieobecne – projektowane w nasz wymiar jak niezmaterializowany hologram. Ale dopiero pochłonięcie uwagi obserwatora, wręcz jej porwanie w wymiar równoległy, sprawia, że obserwatorzy doświadczają realnej i fizycznej obecności UFO.

ufoparis35Wspomniany oscylacyjny międzywymiarowy manewr plus porywanie uwagi obserwatorów, dają wyjaśnienie dziwnego zachowania UFO i innych zjawisk paranormalnych wraz z obcymi istotami.

Wszystkie te rzeczy zdają się rządzić odmiennymi prawami fizyki i techniki. To prawda. To technologia i fizyczne mechanizmy, która działa na zasadzie pochłaniania naszej uwagi.

Zjawiska paranormalne najpierw manifestują się jako pozbawione formy, jednak uwaga obserwatora przeskakuje w inne wymiary (i przez to doświadczamy rzeczy, których np. nie widzą i nie czują inni obok nas), gdzie jej energia utrzymuje w działaniu te zjawiska i rzeczy, już jako posiadające formę… Albo może raczej  utrzymuje tylko tę „transmisję” sensoryczną spoza naszego wymiaru, połączenie lub most (otwartego portalu) pomiędzy naszym a innymi wymiarami, w które tymczasowo przeskoczyła uwaga obserwatora.

Opisany powyżej sposób wyjaśnia również na jakiej zasadzie doświadczane są kontakty mentalne jak postrzeganie pozazmysłowe oraz channeling i telepatia.

To wcale nie jest takie nieprawdopodobne…

HD

PS. Autor tekstu wciąż się uczy w temacie, stąd nie są to jego ostateczne poglądy.

Iluzje czasoprzestrzeni

neil hague  29Ludzie mogą w nieskończoność zastanawiać się, dlaczego istoty organiczne, myślące, czujące i te wyżej rozwinięte, czyli ludzie, cierpią, gdy ignorują i odrzucają to, co od tysiącleci było już wiadome.

Podstawowa zasada równowagi prawa Natury polega na zawsze równej wymianie energii między parami przeciwieństw w przyrodzie.

Cierpienie to proces opróżniania z nieczystości. Proces równoważenia doświadczeń. We wszechświecie istnieje uniwersalny system dystrybucji energii. Wszystko wraca. Dostajesz to, co dajesz. Energia psychiczna, emocjonalna, mentalna, fizyczna, wybory, wszystko, dosłownie wszystko, co generujesz wróci do ciebie w ramach fundamentalnego, podstawowego prawa — sprzężenia zwrotnego, które jest atrybutem energii, mechanizmem równoważenia potencjałów, energii, doświadczeń – wszystkiego.

We Wszechświecie nie istnieje czas mechanicznie mierzony tak, jak to robią ludzie, i w ogóle czas, jako taki, jakim go znacie. Czy wiecie, że cała rzeczywistość to tylko odbicie, interpretacja, że nie dostrzegamy „prawdziwego” wymiaru rzeczywistości? Nasz mózg tnie strumień informacji, który odbiera z zewnętrznej przestrzeni, której nie dostrzegamy, ale która nas zewsząd otacza.

Tnie na kadry, i dlatego czas jest jak film. Te plastry to myśli. Energia zgromadzona w polach magnetycznych wszystkich komórek i cząsteczek człowieka nie przepada. Ciało umiera, tj. wygasają jego funkcje „życiowe”, i rozkłada się na czynniki pierwsze, lecz energia zgromadzona w cząsteczkach i komórkach zostaje uwolniona, i ciało ulega replikacji holograficznej, dzięki programowi DNA. Energia zgromadzona w strukturze atomowej, subatomowej, kwantowej i molekularnej, komórkowej zostaje uwolniona, wyswobodzona. I tworzy się replika ciała, lecz oscylująca na innym (wyższym) poziomie energetycznym.

W ten sposób świadomość nie zostaje rozpuszczona, bo to, jak widać, nie możliwe, ale przechodzi w odmienny od fizycznego bytowania, stan umysłu, energii, percepcji, świadomości i… materii! Energia jest po prostu cząsteczkami wibrującymi z większą prędkością, na wyższych poziomach częstotliwości drgań, również o mniejszym rozmiarze od cząstek, które są uznawane za budulec fizycznej materii.

23 maja 2012